SZTUKA - SURREALIZM - MALARZ - MALARSTWO - OBRAZY - RYSUNKI - TEATR - FAMA - WIERSZE - PANTOMIMA
  POPRZEDNIA STRONA  PROLOG  OBRAZY  RYSUNKI  TEKSTY  ARCHIWUM  NASTĘPNA STRONA  
   KTO TO JEST MAKS ?   
ZAMIAST WSTĘPU
KTO TO JEST MAKS ?
PLAN, CZYLI CO? GDZIE ?
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
- NAPISZ DO MNIE -
- KSIĘGA GOŚCI -
- LINKI -
 
 
   JAN POPRAWA:

Maks był genialnym malarzem. Pamiętam jego wystawę w 'Stodole' przed wyjazdem za granicę. Przyniósł wielką pakę obrazów i szedł opierając obrazy o ścianę, jeden po drugim. Wszyscy szli za nim i oglądali, a kiedy rozłożył ostatnią pracę to poszedł na początek i zaczął obrazy zwijać.
 

 
 
 
   JERZY MALINOWSKI:

Każdy znał Szoca, każdy wiedział, że to jajarz, kabareciarz, a mało kto wiedział o jego malarstwie i widział jego obrazy. A było to malarstwo bardzo głębokie, refleksyjne, perfekcyjne - wszystko w nim było. Jak ktoś go znał tylko z tych pobytów na FAMIE, to mógł go o to nie podejrzewać.
 

 
 
 
   JAN WOŁEK:

Dla Maksa malarstwo było azylem, ucieczką, wielką tajemnicą. Mało kogo dopuszczał do tego. Na FAMIE był to po prostu superwariat, a także animator, poeta, scenograf, reżyser, happener itd. Ale nikt nie wpadł na to, że Maks to jest przede wszystkim malarz i to wielkiej klasy.
 

 
 
 
   ELŻBIETA WOJNOWSKA:

Gdy pojawiłam się w 1973 na FAMIE Szoc już był po prostu królem festiwalu, bez niego żaden wieczór nie był ważny. Urządzał scenografie do kabaretonów, występował w nich jako aktor, pamiętam, że lewitował kiedyś na kabaretonie Olgi Lipińskiej. Aranżował rożne zdarzenia, zupełnie absurdalne, bulwersujące ludzi, to był po prostu żywioł. Maks robił niemal wszystko i wszystko to było wspaniałe i ścinało ludzi z nóg. Zawsze kreował się na dziwaka. To znaczy był po prostu człowiekiem na luzie i to już było dziwactwem.
 

 
 
 
   WOJCIECH BELON:

Zanim go poznałem, słyszałem o nim dużo od chłopaków z Salonu Niezależnych, ze STU, była to postać - nie tylko dla mnie- mityczna. Jego witalność, szalone a jednocześnie wspaniałe pomysły, jego nietuzinkowy sposób bycia, tworzyły jego legendę. Poznałem go w 1973 roku. Nosił wtedy taki potworny bistorowy garnitur koloru bordowo-wiśniowo-fioletowego i do tego żółte skarpetki. Spotykał się i zaprzyjaźniał z bardzo wieloma ludźmi i to bardzo rożnymi. Wszystkich kupował swoją postawą i niesamowitymi pomysłami typu zakład (stawka: skrzynka wódki) o zdjęcie kajdanków zaaranżowany przez Maksa na komendzie w Świnoujściu.
 

 
 
 
   JAN WOŁEK:

Wrzask wokół Maksa był zawsze wielki. Potem nawet międzynarodowy. Sam Maks nie wrzeszczał. Nie przesadzał z mówieniem ani z niczym, ale jeśli już zadał sobie ten szlachetny trud, to było to smaczne, choć nie wszyscy lubią pikantną kuchnię. Maks nie wrzeszczał. Nie zaczynał zdania od 'ja'. Wszelkie delikatnie snute wątki autobiograficzne, wynosił na kopach. Nie lubił narcyzów, megalomanów i podszczypidupków.
 

 
 
 
   JAN POPRAWA:

Kiedyś w świnoujskim empiku odbyło się - poprzedzone poważnymi afiszami - spotkanie nowej grupy poetyckiej 'Lewary', które prowadził Tadeusz Nyczek. Przyszło mnóstwo ludzi. Tadek prowadził bardzo serio, przedstawił poważną analizę zjawiska i potem 'młodzi poeci' Maksymilian Szoc i Andrzej Śmigielski czytali wiersze. Wiersze były do tego stopnia awangardowe, że trudno się było zorientować, że to są jaja.
 

 
 
 

EN
ES
FR
NL
PL
IT
PT
DE
S1
S2
S3
  WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. (C) 2017 Max-IT  
  POPRZEDNIA STRONA  PROLOG  OBRAZY  RYSUNKI  TEKSTY  ARCHIWUM  NASTĘPNA STRONA